Szare łazienki, obok białych, to chyba ciągle najpopularniejszy wybór w polskich mieszkaniach. Zwłaszcza, jeśli dodamy do tego trochę drewna 😉 No ale w sumie co się dziwić- są łatwe w utrzymaniu czystości (choćby tej pozornej, na pierwszy rzut oka teściowej wpadającej z niezapowiedzianą wizytą), jasne (a w naszych, nazwijmy rzeczy po imieniu, blokowych klitkach okno jest taką rzadkością jak różowy mentos w tej opcji wielowocowej), a dodatkami (jak choćby ręczniki) możemy zmieniać ich wygląd. Więc, chociaż sercu mojemu bliżej do tych ciemniejszych, odważniejszych, o oryginalnych teksturach, to muszę z ręką na sercu przyznać, że doskonale rozumiem taki, a nie inny wybór. Łazienka to zazwyczaj pomieszczenie, które remontujemy najrzadziej, co, według mnie, wynika z faktu, że na samą myśl o skuwaniu płytek wolimy już pewnie wziąć udział w ultramaratonie w Dolinie Śmierci albo zobowiązać się przed współtowarzyszem życiowej niedoli, że dwa razy dziennie będziemy myli podłogę w całym mieszkaniu. Tak czy inaczej, nie za bardzo poprzestawiamy tu meble, żeby poczuć powiew nowości i świeżości, czy dodamy kolor. Ale czy na pewno? O ile wannę, czy sedes dość trudno może być nam przestawić :P, o tyle z tym kolorem to już tak nie do końca… I tu chciałam powiedzieć o jednej bardzo istotnej kwestii, którą zawsze poruszam przy projektowaniu, a mianowicie o płytkach, które położone od podłogi po sufit zabierają nam wszelkie możliwości zmiany wystroju.

Ja tego nie cierpię, naprawdę odczuwam fizyczny ból oczu, gdy widzę takie rozwiązania. Mam wrażenie, że ściany nie oddychają, a człowiek w środku się dusi. Nie wiem, dlaczego, ale jak widzę łazienkę obłożoną kaflami po całości, to przypomina mi się masarnia, do której chodziłam z babcią po suchą krakowską. Co prawda, jako, że mięsa nie jadam, to nie wiem, jak obecnie wyglądają takie przybytki, ale moge się domyślać, że jakoś szczególnie wiele się w tej kwestii nie zmieniło. Ja wiem, że można to zrobić dobrze, ze smakiem i w ogóle och i ach, sama widziałam, jak bum cyk cyk, ale to naprawde przykłady, które na palcach jednej ręki policzyć by można. No i dobijając do kwestii, o której już zaczęłam, ale jak zwykle moja motorówka fantazji i słowotoku przetransportowała mnie w inną niż zamierzałam stronę, chciałam tu wyraźnie i głośno zaznaczyć, że położenie płytek wylącznie w strefach mokrych albo po prostu zostawienie ściany czy dwóch w wersji saute daje nam ten niemożebny luksus w postaci możliwości pomalowania ściany! Otóż to, drodzy Państwo, mając stonowaną łazienkę w odcieniach bieli, szarości czy drewna (albo wszystkich po trochę) możemy, jak tylko uznamy, że już pora, że plecy od ciągłego mycia podłóg nas bolą, pomalować na dowolny kolor i cieszyć oko remontem (jak to poważnie brzmi), który zrealizowaliśmy w jeden dzień, a efekt taki, że ho, ho.

Ale żeby ta nasza łazienka taka znowu nudna i grzeczna nie była, to, o ile tonacja zostaje spokojna i spójna, warto pobawić sie kształtem płytek/dekorem. Wybór jest teraz tak ogromny, że znajdzie się i coś dla tych działających bardziej asekuracyjnie, i dla tych, którzy lubią ten dreszczyk emocji, gdy patrząc na pana kafelkarza zastanawiają się – ułoży on te romby równo, czy nie ułoży. Wiecie, taka żyłka hazardzisty, którą możemy zaspokoić w czterech ścianach własnej światyni zadumania, zwanej przez niektórych bardziej przyziemnie- łazienką.

Ale tutaj też warto pamiętać o tym, że co za dużo, to niezdrowo (no chyba że mowa o czereśniach, truskawkach i brzoskwiniach, bo tych nigdy za wiele być nie może) i choć w sklepie czasami chcielibyśmy WSZYSTKIE piękne dekory, a przynajmniej z pięć, to, moim skromnym zdaniem, warto zostać przy 3 różnych rodzajach płytek. nie wprowadzi nam to chaosu, a jednocześnie już taka różnordoność sprawi, że wnętrze będzie ciekawsze.

Jeśli chodzi o rozwiązania użyte w tym proekcie, to mamy tu sporą wannę (170×75,5cm) z parawanem, półkę na kosmetyki zrobioną z płytek, żeby nie trzeba było nic na ścianie montować. Do przechowania mamy nie tylko sporą szafkę pod umywalką, ale również lustro, za którym mamy półki na wszystko to, co chcemy mieć w zasięgu ręki oraz szafkę, która powstała obok sedesu, po zabudowaniu stelaża do miski wiszącej. To ostatnie jest jednym z moich ulubionych rozwiązań, jeśli tylko przestrzeń na to pozwala. Tutaj mogliśmy sobie na to pozwolić, bo łazienka ma 4,6m2, czyli całkiem sporo, żeby zmieścić w niej wszystko, co potrzebne i móc się jeszcze swobodnie poruszać ;). Początkowo, miała tu jezcze stać pralka z suszarką w zabudowie, ale finalnie zapadła decyzja, że pralnię wydzielamy osobne pomieszczenie, a tutaj robimy więcej miejsca do przechowywania. I tutaj ponownie wybraliśmy szafkę wiszącą, bo w domu są dwie młode damy, które na pewno chętnie skorzystają z chowanego stołka, który pozwoli im na pewną samodzielność w kwestii codziennej toalety 😉

No a poniżej, jak wiecie, zdjęcia, a kawałeczek dalej, lista produktów

Płytki podłogowe- Tubądzin

Płytki ścienne- Maddox (Kaflando)

Szafka z lustrem, szafka pod umywalkę- Ikea

Umywalka- Oltens

Wanna- Excellent

Oświetlenie- Nowodvorski

Płytki drewnopodobne – Espania (Kaflando)

 

 

Author

Write A Comment

Przypnij