Dzisiaj będzie krótko, rzeczowo, na temat, niektórzy nazywają to “po męsku”. No i takie miało być to mieszkanie. Nie jest duże, bo ma 48m2, ale kuchnia miała być spora, taka z dużą ilością szafek, blatem roboczym, no i miała być ciemna im ciemniejsza, tym lepiej. O takich wnętrzach często mówi się, że są męskie, no i jeśli faktycznie tak jest, to chyba ktoś musiał się kiedyś mocno co do mnie pomylić, bo to zdecydowanie mój klimat 😀

Gdy usłyszałam więc, że główny zainteresowany ciemności się nie boi, to postanowiłam, że tym razem zaszalejmy trochę bardziej 😀 A jak mi się pozwoli na czarny, to można być pewnym, że oszczędna w tymże pozwoleniu to ja nie będę. Bo to jest trochę tak, że ze mną to jak z dzieckiem- nie że tak łatwo (choć doprawdy nie wiem, kto wpadł na takie określenie), ale że jak da mi się palec, to ja sięgnę po całą rekę, a i barku kawałeczek uszczknę 😀 Żeby mieszkanie było spójne i z sensem, to tym njapiękniejszym kolorem z najpiękniejszych oberwało się też innym (no dobra, wszystkim) pomieszczeniom, ale o tym w kolejnych postach.

Ale może coś więcej o samej kuchni- kuchnia miała być czarna, matowa, żeby jednak nie było tak płasko i monotoniie, to postanowiliśmy dodać do niej trochę ciemniejszego drewna (jak zwykle dolne szafki, bo to te niewdzięcznice, które brudzaą nam się szybciej), no i pobawić sę trochę frontami szafek, żeby było ciekawiej, inaczej i bardziej odważnie. Mamy więc fronty z mocnymi frezami, ale oczywiście nie na całości. Do tego biały marmurowy blat, białe, przecudowne płytki z mojej ukochanej firmy, które zawsze robią efekt WOW, no i dodatki w kolorze, który z bielą, czernią i drewnem kocha się wprost na zabój- tak, tak, chodzi o złoto- miłość do niego powróciła z dość wielkim przytupem, a dla mnie to jak mód na skołatane bielą i szarością serce. Złoto mamy naprawdę w niewielkiej ilości, a i tak robi robotę 😉

Kuchnia wielka nie jest, nie da się ukryć, a żeby było i sporo miejsca do przechowywania, i sporo blatu, trzeba było pokusić się o trochę inne niż zwykle rozwiązania. Cała ściana vis a vis okna została zajęta przez szafkę na pełną wysokość mieszkania, lodówkę i piekarnik z mikrofalówką trzeba było więc wcisnąć na najdłuższą ścianę. Niby nic trudnego, spoko, ludzie na gorsze rzeczy umierają, no ale tam musiał się znaleźc jeszcze zlew i płyta, co sprawiało, że zostało nam ok 180cm blatu. Trochę mało, zwłaszcza, gdy ktoś nie jest mną, a jego gotowanie nie ogranicza się do otwierania słoików od mamy czy pytania “a co mi dzisiaj zrobisz na obiad?”. Postanowiliśmy więc zagospodarować jeszcze jedną ze ścian i zabudową wyjść trochę w obrys salonu 😉 Powstał nam więc dodatkowy blat robooczy, który może służyć również jako barek śniadaniowy. Pod nimi dwie szafki, dużo płytsze, ale nadal całkiem pojemne, bo szkoda byłoby nie wykorzystać każdej wolnej przestrzeni, zwłaszcza na metrażu, który o zawrót głowy, no powiedzmy sobie szczerze, nie przyprawia 😉 Żeby jednak ta kuchnia aż tak bardzo do salonu nam się nie wpychała, to została odgrodzona drewnianymi kątownikami, które i odgradzają, i jednocześnie nie zamykają nam całkowicie przestrzeni.

Sami zobaczcie, czy ciemna kuchnia naprawdę przegrywa z tymi białymi?

MEBLE- zabudowa stolarska

zlew- Franke

bateria- Grohe

włączniki- Govena

płytki podłogowe- Tubądzin

dekor ścienny- RAW DECOR

uchwyty- skandynawskieuchwyty.pl

stołki barowe- Fameg

Author

Write A Comment

Przypnij