Wiem. Dodatkowy, wolny pokój w mieszkaniu brzmi jak imię jakiegoś mitycznego stworzenia, o którym wielu słyszało, mówiło, a tak naprawdę podobno, podkreślam tu słowo PODOBNO, tylko nielicznym było dane tego cudu doświadczyć. Tym razem, nie uwierzycie, udało się w końcu takiego jegomościa spotkać. I wcale nie w jakiejś odległej krainie czarów, a na warszawskiej Woli. Pokój ma niecałe 9m2, więc niby malutko, a jednak w zupełności wystarczy, zeby wstawić dwustanowiskowe biurko, rozkładaną kanapę (na wypadek, gdyby wpadli goście albo, co też się zdarza, kłótnia o to, kto wypakowuje zmywarkę poszła o krok za daleko 😉 )

Biuro jest bardzo proste, znajdują się w nim ak naprawdę tylko najpotrzebniejsze rzeczy- żeby nic nie rozpraszało i można się było skupić na pracy. No i tutaj jest idealne miejsce, żeby raz jeszcze poruszyć pewną kwestie, a mianowicie kwestię kolorystyki. I ja wiem, że teraz pewnie dla niektórych otworzą się wrota piekieł, bo to absurd, zło absolutne i na pewno wcale tak nie jest, ale muszę o tym powiedzieć głośno- BIAŁY to NAJGORSZY wybór do miejsca, w którym mamy się sfokusować (taka tam modna nowomowa, która już taka nowa wcale nie jest), zależy nam na kreatywności, poprawności i możliwości długiego spędzenia czasu bez poczucia, że zaraz albo wypadną nam oczy i po omacku trzeba bedzie ich szukać na podłodze, albo rozerwie nam głowę nie później niż za 5 sekund. Ja wiem, wiem, że teraz może nastąpić ogromne oburzenie, że jak to tak, że brednie bzdurami poganiane, że takie herezje to się nadają do programu Krzysztofa Jackowskiego albo do Strefy 11, że przecież biały to absolutnie najlepszy kolor i “mnie akurat to nie dotyczy, jestem wyjątkiem, bo w białym czuję się najlepiej”. Otóż nie, tutaj muszę wbić nóż prosto w serce, dodatkowo dwa razy obracając wokól własnej osi i powiedzieć o tym, że to, że coś nam się najbardziej podoba wcale nie oznacza, że dla naszego organizmu to również najlepszy wybór. Biały, jakkolwiek pięknym i szlachtnym jegomościem w palecie barw by nie był, wpuszcza do siatkówki najwięcej światła- zdecydowanie za dużo i przez to nas męczy, obniża naszą pomysłowość, sprawia, że po pewnym czasie, zamiast się skupić, jesteśmy rozkojarzeni, łatwiej popełniamy błędy, częściej boli nas głowa.

Jaki zatem kolor byłby najbardziej odpowiedni? Ano zielony i niebieski, a odnosi się to również do pokoików dziecięcych, zwłaszcza tych trochę większych nieszcześników, którzy muszą już odrabiać lekcje. Zerknijcie nawet na szkoły, przedszkola- ciężko tam o białe ściany i wcale nie chodzi o kwestie czystości. W tym miejscu chciałabym również zaznaczyć, że ja wcale nie rekomenduję używania tych wszystkich mocnych, męczacych i ostrych kolorów, bo to nie o to chodzi, żeby “trawę” rzucić sobie na ścianę i dodać do tego lazur na meble. Bynajmniej.  Zieleń i niebieski mogą równie dobrze być ledwie “zabarwione”, delikatne, pastelowe, przygaszone, wychodzące bardziej od szarości. Piękne, nienarzucające się we wnętrzu, za które nasze oczy i cały nasz organizm na pewno nam podziękują.

No i tu właśnie użyliśmy takiej pięknej szałwi- ale tylko na ścianach, na które pada wzrok po oderwaniu go od komputera, reszta to jaśniutki szary. I wiecie, jak ma się tylko kącik do pracy w salonie, to ciężko podporządkować resztę pomieszczenia pod ten mały wycinek przestrzeni, ale jeśli mamy osobne pomieszczenie, to naprawdę można zrobić wszystko, żeby pracowało nam się jak najbardziej efektywnie.

Ale sami zobaczcie, co nam wyszło 🙂 A już niebawem, już za chwileczkę, co zrobić, gdy pracujecie z domu, a tego mitycznego bohatera brak? Czy da się wydzielić trochę miejsca na biurko tak, żeby nie telepało nami za każdym razem, gdy będziemy spogladać w jego kierunku? Kiedyś był już o tym post, a tym razem będzie przykład z życia wzięty, że i to jest możliwe 😉

W tym pomieszczeniu tak naprawdę króluje IKEA. Jedynymi przedmiotami, które nie pochodzą z tej jaskini zła są poduszki, plakaty, blat i stolik pod laptopa. Resztę znajdziecie właśnie tam 😉

Author

Write A Comment

Przypnij