Coraz częściej widzi się pokoje dla najmłodszych, które są białe albo szare, a w najlepszym wypadku biało-szare. Jeśli już jest dorzucony jakiś kolor, to zazwyczaj jeden: różowy albo niebieski. Boimy się dodawać ich więcej, a bo po nie wiemy, a bo to nie będzie pasowało, a bo to będzie za kolorowo. No właśnie, pytanie tylko, czy w pokoju u, dajmy na to, dwulatka może być w ogóle ZA KOLOROWO?

Nie sądzę.

Robiąc pokój dla niespełna półtorarocznego Wojtusia wiedziałam, że będzie kolorowo. Wiedziałam, że jego rodzice lubią kolory i nie zaserwują młodemu szarości. Nie, żebym była przeciwna szarościom, ale uważam, że dzieciństwo powinno być kolorowe i to pod każdym względem.

Były jednak trzy wytyczne- pierwsza to taka, że na dwóch ścianach zostaje kolor, który już tam jest (czyli turkusowy), druga, że robimy pokój głównie przy użyciu mebli z IKEA, no i trzecia- pokój ma być dla trochę starszego Wojtusia niż sam Wojtuś jest obecnie 😉 Czyli mówiąc krótko, przydługie nogawki i rękawy musimy na razie podwinąć, żeby starczyło nam na dłużej 😉

Mówisz i masz. Ze mną jak z dzieckiem 😛

Skoro turkus zostaje i zajmuje dwie duże ściany, to wyszłam od niego, jako koloru bazowego, do którego trzeba dopasować resztę. Paletę zaproponowałam taką, jak poniżej i o dziwo od razu trafiłam, bo usłyszałam tak upragnione przez każdego projektanta “To właśnie nasze kolory” <3 <3 <3 W sercu zrobiło mi się ciepło, wiosna w tę okrutną zimę zajrzała, a na uschniętych gałęziach drzew przysiadł kos, żeby zanucić mi z tego wzruszenia, łza w oku się zakręciła, że oto przyszedł ten moment, że to właśnie ta chwila, że żadna ze stron nie będzie płakała 😛 Nie żebym kiedyś doprowadziła kogoś do łez, mam nadzieję… 😉 Ale wracając do meritum.

Paleta barw

Tak, dużo osób stwierdziłoby pewnie, że tych kolorów za dużo, że jak to czerwony z niebieskim?! A jednak, da się i mam nadzieję, że za chwilę udowodnię, że wygląda to naprawdę ekstra.

Wojtuś miał swój własny pokój, choć raczej tylko na papierze. Było tam trochę jego rzeczy, trochę mebli, ale jak to bywa zwykle w przypadku niemowląt, ciężko nam zaplanować coś funkcjonalnego dla tak małego brzdąca, no bo co w sumie takie dziecko tam robi? Zazwyczaj nawet nie śpi. Tak samo było i tutaj. Pokój stał i czekał, jak to się mówi, na lepsze czasy. A stał i czekał w takim oto wydaniu.

Pokój jest całkiem spory jak nasze polskie warunki. Ma lekko ponad 13m2, ale jedna ściana, na lewo od wejścia praktycznie niezbyt może być wykorzystana (czyt. obstawiona meblami).

Rzut pokoju z góry wygląda tak:

Lepsze czasy nadeszły. A było to pamiętnego roku 2018, gdy pewna nadal młoda dama napisała do mnie z prośbą o pomoc, a że potrzebującym się nie odmawia, to wzięłam ją pod swoje skrzydła, naopowiadałam, co to można, jak to można i że w ogóle można, a nawet trzeba! Ona oczy wielkie zrobiła, a że duże ma, to miała co otwierać. A potem rachu-ciachu (no dobra, aż tak szybko niestety nie było) wysłałam projekcik i paluszkiem w excelku wskazałam, co kupić należy i w jakich ilościach. I tak oto powstał pokój, który możecie oglądać poniżej 🙂 A jakież zdziwienie było, że się dwie szafy zmieściły! No normalnie poczułam się niczym pierwszy magik RP 😛

Mam nadzieję, że spodoba się Wam się chociaż w połowie tak, jak spodobał się głównym zainteresowanym.

Endżoj, moi Mili 🙂

Author

Write A Comment

Przypnij