Jeśli powiem, że w celu powiększenia małej przestrzeni należy postawić dodatkową ścianę, to zapewne stwierdzicie, że jestem niespełna rozumu albo że coś mi się musiało poprzestawiać, a już na pewno, że trawi mnie jakaś wysoka gorączka, więc stąd te brednie, majaki i wizje pijanego klauna.

No dobra, może jest trochę prawdy w tymże stwierdzeniu, ale muszę Was zaskoczyć, bo nie odnosi się to akurat do zdania wstępnego. Mam nadzieję, że za chwilę udowodnię Wam, że postawienie dodatkowej ściany jest warte wszystkich oreo świata, rezygnacji z Netflixa (nawet przed nowym sezonem “Grace i Frankie”) czy zrobienia sobie trwałej na wzór tych z Dynastii.

Ale żeby równowaga w kosmosie nie została zachwiana, to skoro jedną ścianę postawiłam, inną wyburzyć należy. Tako rzecze Zaratustra.

Ale od początku. Ta niewielka 27-metrowa kawalerka to mieszkanie Ani, która bardzo chciała je już zmienić i, no nie domyślicie się, dostosować do siebie 😛 W mieszkaniu, odkąd się wprowadziła, wiele nie zmieniła, najwyższa więc pora, aby wywrócić chatę do góry podłogą i poczuć się w końcu jak panisko na włościach (włostkach?).

Mieszkanie składało się z 4 oddzielnych pomieszczeń- pokoju z wnęką na łóżko, mikro kuchni, łazienki i przedpokoju. Ania zdecydowała, że zamiast łóżka wolałaby jednak rozkładaną sofę/narożnik, żeby można było swobodnie przyjmować gości. A jak tylko usłyszałam tę informację, oczy mi się zaświeciły i już, lecąc na białej puchatej chmurce, oczami wyobraźni widziałam, jak zamurowuję wnękę i robię w niej sporą garderobę. A garderoba jest niezbędna, tutaj to nawet rzecz święta, bowiem mamy do czynienia z miłośniczką mody, która ubrań i dodatków ma więcej niż najnowsza kolekcja Zary i H&M razem wzięte 😉 Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy pozbyć się wszystkich dużych i ciężkich szaf- zyskujemy przestrzeń, choć tak naprawdę przed chwilą ucięliśmy jej znaczny kawałek.

Wyszłyśmy oczywiście od białego koloru, ale nie byłabym sobą, gdybym nie starała się pokazać, że inne kolory też są fajnie, ba! są nawet fajniejsze. Jak dla mnie to w sumie najfajniejsze, gwoli ścisłości. No więc stanęło na mocnym granacie w odcieniu lekko kobaltowym, a do tego stonowane beże, szarości i odrobina złota. Wszystko to sprawia, że mieszkanie, mimo pomniejszenia przestrzeni głównej, nabrało lekkości, spójności, a przede wszystkim stało się ultra kobiece, czyli dokładnie takie, jaka jest sama Ania.

Odwrotnie ma się natomiast sytuacja małej i zupełnie niefunkcjonalnej kuchni – do tej pory nie było w niej miejsca ani na zmywarkę, ani nawet na normalnej wielkości lodówkę. Ania lubi gotować, ale miejsce, którym dysponowała zniechęcało ją bardziej niż programy polityczne kandydatów na naszego prezydenta. Postanowiłyśmy więc wyburzyć ścianę oddzielającą ją od salonu, zabrać odrobinę cm na lodówkę i zrobić w końcu przestrzeń, która, mimo że niewielka, będzie spełniała swoją funkcję. Mamy więc piekarnik, a nad nim szufladę z wyciąganym, w razie potrzeby, dodatkowym blatem roboczym, obok zmywarkę, zlew i wielką lodówkę w zabudowie.

Mieszkanie PRZED
Mieszkanie PO

Author

Write A Comment

Przypnij