Swoje oglądanie układów funkcjonalnych zawsze, ale to dosłownie zawsze zaczynam od tego, czy w sypialni (lub gdzieś w niedalekim sąsiedztwie) da się wcinąć choć niewielką 3m2 garderóbkę. Należę do osób, które nawet mikro tego typu pomieszczenie stawiają dużo wyżej niż najlepszą szafę. Nie wiem, może kiedyś z tego wyrosnę, ale póki co w moim własnym mieszkaniu takie pomiezczenia są wazniejsze niż przestronna kuchnia, łazienka a nawet salon 😛

No dobra, ale co jeśli przychodzi do mnie ktoś, u kogo (mimo moich usilnych starań, zarwanych nocych i kolejnych 5 siwych włosów na czubku głowy- razem będzie już ze 20..) tego miejsca najzwyczajniej w świecie nie ma, albo, co gorsze i czego chyba nigdy nie uda mi się pojąć i zawsze będę stosowała wyparcie- mieszkańcy lubują się w szafach?

Ano wtedy to staram się wycisnąć każdy możliwy centymetr i przeznaczyć go na zabudowę. Możemy się oszukiwać, że my to wcale wiele ubrań nie mamy, Zalando i Answear to tylko od wielkiego dzwonu, ale że klimat mamy, jaki mamy, to elementem stałym naszego uroczego kraju, niczym reklama na Polsacie, jest cały przekrój dostępnych na świecie temperatur i zjawisk pogodowych, które sprawiają, że mamy tony, grube tony ubrań na każdą atmosferyczną ewentualność. No i albo możemy zachować super piekną wolną przestrzeń, te gołe metry kwadratowe, o których tyle się mówi, że pozwalaja oddychać, że niezagracamy, że my to tylko minimalizm w swym sercu, albo porządnie zabudować daną nam przez wielkodusznego dewelopera przestrzeń i upchnąć ten cały mikrokosmos w czeluściach ogromnej szafy, a  zamiast potykać się w lipcu o rękawice, które jakimś cudem same wylazły spod łóżka, po prostu trzasnąć drzwiami, odwrócić się na pięcie i powiedzieć SAYONARA aż do momentu, gdy sroga zima, która znów zaskoczy drogowców, jak co roku przymrozi nam ręce. Albo tyłek.

Tak było i tym razem. Sypialnia ma prawie 14m2 i wydawać by się mogło, że oprócz całkiem pokaźnego łóżka, bez problemu zmieści się tu i 3-4m2 garderoba. Sama myślałam w ten sposób, aż do momentu, gdy zasiadłam do projektu i no, ile bym tym łóżkiem nie kręciła, gdzie bym go nie wstawiała, to opcji nie było. Pozostało mi przyjąć to klatę, pocieszyć samą siebie, że następnym razem to już na bank się uda i wycisnąć z tego pomieszczenia wszystko co tylko się da, żeby zrobić przyzwoitą w rozmiarze przechowalnię rzeczy wszelakich.

Deweloper ustawił łóżko tak, że nie widać go od razu po otwarciu drzwi i generalnie jest to najlepsza opcja, no ale nie pozwala na zrobienie porządnej zabudowy, a to, jak już było wspomniane wyżej, zazwyczaj jest naszym priorytetem. Jasne, fajnie mieć sporo miejsca do tańca czy poskakania, ale to zostawiam zazwyczaj na sporo większy metraż, zwłaszcza gdy wśród mieszkańców nie ma następnej primabaleriny 😉 Jasne, niby można by na tej ścianie z gniazdami RTV zrobić zabudowę, ale po pierwsze- będzie się wchodzić wprost na nią, bo koliduje nam z drzwiami, a po drugie- powstaną nam dwa osobne miejsca do przechowywania, całkowicie od siebie oderwane.

Co więc zrobiliśmy? Główni zainteresowani zgodzili się, żeby łóżko trafiło na przeciwległą ścianę, a w miejscu wezgłowia zaplanowanego przez dewelopera stanęła zabudowa na całej szerokości, która wejdzie również na ścianę na prawo od drzwi. Żeby pokój optycznie powiększyć zostaną zastosowane lustra, czyli coś, co najchętniej wcikałabym do każdego pomieszczenia, bo nie ma się co oszukiwać, to one robią robotę 😉

Za łóżkiem znajdzie się tapicerowane wezgłowie, a nad nim gwiazda tego pokoju, czyli najpiękniejsza z najpiękniejszych kwiecista fototapeta. Pewnie i Wy pamiętacie te fototapet z plażą i palmami, mostki prowadzące do jeziora, czy pola pełne maków. Tak, ja też mam drgawki na samą myśl o tych cudach lat 90′. Ale to, co powstaje teraz, kradnie moje serce za każdym razem, gdy wchodzę w kategorię “nowości”. Co więcej, taką fototapetę możecie sobie teraz położyć, gdzie tylko dusza zapragnie i na co Wasza ułańska fantazja pozwoli- przy wannie, pod prysznicem? A proszę bardzo, może być i tam i wiecie co? Nic a nic im się nie stanie.  Chciałabym mieć ich u siebie z kilka tuzinów, szkoda tylko, że ścian mi nie starczy 🙁

Ale wracając do sypialni. Na początku nastroje były dość niepewne, podejście bardziej sceptyczne, bo “kwiaty to chyba nie nasz klimat”, ale po przedstawieniu na wizualizacji opcji wybranych przez samych mieszkańców wygrała jednak moja propozycja- ha! Cytując klasyka, szłoby to jakoś tak: “Ja wiedziałam, że tak będzie” 😉 Do tego parę dodatków w postaci złotych (lub czarnych) uchwytów i złotych lamp i mamy nastrojową sypialnię, w której nie przeszkadza mi nawet to, że nie ma garderoby 😛

A Wam jak się podoba opcja na fototapetę? Dalibyście się mi namówić, czy “kwiaty to zupełnie nie Wasz klimat?” 😉

Endżoj!

Author

2 komentarze

Write A Comment

Przypnij