Uwielbiam w myślach podnosić brew za każdym razem, gdy słyszę, że do małych i wąskich pomieszczeń, to nadaje się tylko biały, no dobra, jeszcze szary w swej najjaśniejszej odmianie. Mam wtedy ochotę ogromną (większą nawet niż na śliwkę w czekoladzie w formie loda z pobliskiego Carrefoura) na to, żeby zacząć wyliczać wszystkie logiczne argumenty, które obalają tę tezę jeszcze zanim ktoś zdąży zrobić głęboki wdech. Ale że osatnio walczę ze sobą i zmuszam się, żeby nie komentować tych wszystkich bdzurnych odkryć na fejsbukowych grupach, to zaciskam zęby i głaszczę mojego wewnątrzkotka, sypiąc obietnicami, że stanę się zdrowszym i spokojnieszym egzemplarzem, jak tylko uda mi się powstrzymać swój jęzor na wodzy. No i tak ćwiczę i ćwiczę, z różnym skutkiem, jak to zwykle z ćwiczeniami bywa- bo pewnie każdy doskonale wie, że czasami już zakładasz buty, już leginsy na tyłku, a Ty w ostatnim momencie stwierdzasz, że te +15 na termometrze to jednak za zimno i na bank, jeśli wychylisz nos, to z tymi gołymi kostkami czeka Cię zagłada, opordnościowy armagedon, a juz na pewno grypa stulecia, a kto wie, może nawet jelitowa?!

Postanowiłam więc, że zamiast kolejny raz dopuszczac do wewnętrznej walki dobra ze złem (choć każdy wie, że u mnie samo dobro 😉 ), to pokażę na projektowym przykładzie, że guzik prawda, bo to ja mam rację (jak zawsze, c’mon) i ciemne kolory w małych pomieszczeniach spisują się równie dobrze, a śmiem nawet twierdzić, że są jak wisienka na torcie, jak Rachel dla Rossa, jak ketchup dla cheba (nie pytajcie), jak mandarynki dla mnie :P, czyli absolutnie wspaniałym dopełnieniem najmniejszych nawet przestrzeni. Teraz na szybko powiem Wam tylko, że ciemny kolor buduje głębie, że oddala optycznie ścianę, na której się znajduje, ale o kolorach już niebawem trochę więcej w osobnym wpisie.

Pomyślałam, że najfajniej byłoby kolejny raz udowodnić swoją rację na przykładzie przedpokoju, bo wokół tego jest chyba najwięcej mitów, zwłaszcza, że w polsich meszkaniowych realiach oprócz tego, że są wąskie i małe, to lubią byc jeszcze bez okna, a więc dramat w całej swej okazałości. I miałam ten projekt zrobić na totalnie randomowym przykładzie, ale wszechświat jak zwykle wiedział, co zrobić i przysłał do mnie Dominika, który chciał w swoim wąskim holu (tak bardziej światowo brzmi, więc pozwolę sobie użyć) wykorzystać cegłę.

Tak więc przed Wami super wąski przedpokój aka hol, w którym to znowu cegła gra główną rolę. Ale zanim pokażę Wam, co wychodzi z tego połączenia, to chciałam się z Wami jeszcze podzielić kilkoma przemyśleniami na temat: “Dlaczego wąski przedpokój jest super sprawą i każdy powinien sobie taki sprawić”. Otóż:

  1. Zadba o kondycję. Gdy nie macie czasu na siłownię, a mieszkanie zbyt małe, żeby wstawić choćby ławeczkę do ćwiczeń, to zamiast załamywać ręce i z płaczem wypisywać się z postanowienia na FB, że w tym roku to już na pewno beach body, możecie po prostu stanąć w swoim holu i szeroko rozłożyć ręce, które to bez problemu dotkną ścian, a zapierając się w ten sposób i unosząc zgięte w kolanach nogi, robić znane wszystkim brzuszki!
  2. Będzie najlepszym mediatorem. Bo któż z nas nie zna tych sytuacji, kiedy po wściekłej awanturze, gdy już wszystkie gromy zostaną rzucone, a żona/dziewczyna przypomni Ci, do dokładnie robiłeś/-aś 14.01.2004 roku po południu, kiedy to poprosiła Cię o wyniesienie śmieci, a Ty zachowałeś/-aś się jak ostatni/-a świnia i olałeś/-aś temat, nastaje ta krępująca cisza, kiedy emocje opadną, a w TV właśnie leci najnowszy odcinek “Gry o tron” (czy to jeszcze grają?) i fajnie byłoby razem obejrzeć, ale przecież szybciej piekło zamarznie, a PiS nie wygra kolejnych wyborów niż pierwsza/-y wyciągniesz rękę na zgodę. No i właśnie tu, moi Mili, wkracza on, przedpokój! Jest tak wąski, że nie da się minąć bez ocierania, no i po jednym taki otwarciu, no! góra dwóch, te lody pekają, zmarszczone niczym rodzynki czoła znikają, a Wy możecie w spokoju zasiąść na kanapie i mieć o czym rozmawiać podczas tych krępujących wycieczek windą na 20. piętro ze swoim współpracownikiem, z którym nie bardzo macie o czym rozmawiać, ale oboje się spóźniliście do pracy i jedziecie sam na sam, a temat pogody wyczerpał się jakoś przy 4. piętrze.
  3. Nauczy Was oszczędności.  I nie, wcale nie mam na myśli tutaj tych metrów podłogi, których musicie kupić mniej (choć to również niewątpliwa zaleta), ale ja mówię o grubszych oszczednościach na tych wszystkich błahych, z męskiego (głównie) punktu widzenia, ubraniach, których sobie nie kupicie, tych wszystkich plaszczykach, kurteczkach, długich i krótkich, cienkch i grubych, z misiem i bez niego, z kapturem lub dwoma, na guziki lub zamek. A nie kupicie, moi Mili, nie dlatego, że Wam minie ochota, nie dlatego, że pensja jakaś niższa, nie że nie potrzebujecie. O nie. Nie kupicie, bo, najzwyczajniej w świecie, w takim przedpokoju nie zmieści się absolutnie żadna szafa, w której można byłoby ten cały modowy inwentarz pomieścić 😀

No i wiecie, tych przykładów jest jeszcze całym ogrom i ja bym tak mogła i mogła, ale już dam Wam spokój, bo tak Was zaraz przekonam, że wszyscy rzucicie się jak jeden i zaczniecie zmniejszać te swoje przedpokoje, bo no… No sami powiedzcie! #tylewygrać

 

Author

Write A Comment

Przypnij